
Książeczka powstawała blisko dziesięć lat, a złożyły się na nią szkice i refleksje, zamieszczane przez autora na łamach periodyków katolickich, przede wszystkim wrocławskiego «Nowego Życia». Jest więc poniekąd składanką, jednak nie przypadkową. Motywem, wiążącym te z pozoru oderwane tematycznie teksty w zwartą całość jest znany cytat z «Promethidiona» Cypriana Kamila Norwida, dotyczący pracy, piękna i zmartwychwstania... Są tu prezentowane jej fragmenty.
eśli uważnie porówna się obecne młode pokolenie, które stopniowo wkracza w dojrzałe życie, niosąc ze sobą fascynację nowymi falami muzyki, Internetem i światem gier komputerowych, z innymi młodymi generacjami, na przykład ukazaną w powieści „Kolumbowie — rocznik 20” Romana Bratnego, dostrzeże się liczne cechy wspólne. Wbrew pozorom jest to najzupełniej zrozumiałe. Konstytutywne przymioty młodego człowieka — mimo upływu czasu — są bowiem raczej stałe i wiążą się z naturalnymi procesami rozwojowymi, cechującymi nieomal odwiecznie gatunek Homo sapiens. Takie same w zamierzchłych czasach, w dobie antyku, w średniowieczu, jak i współcześnie, na progu XXI wieku, sprawiają, że nastolatek jest postrzegany podobnie. Niejako programowo żywiołowo afirmuje świat, zachwycając się tym, co poznaje, a jednocześnie pozostaje w konflikcie z ludźmi dorosłymi i w jesieni życia. Te dwie cechy — fascynacja i konflikt — rzucają się najbardziej w oczy i można wyrazić przekonanie, że przynależą one jakoś do fenomenologicznego opisu nastolatka. W każdej epoce historycznej można rozpoznać młodego człowieka, odwołując się do obu tych wyróżników, stanowiących swego rodzaju różnicę gatunkową, niezbędną przy konstruowaniu klasycznej definicji młodości. Już na tabliczkach glinianych pisano o napięciach międzypokoleniowych, a autorzy klinowych notatek i tekstów o młodzieży mieli — podobnie jak i współcześni — skłonność do przejaskrawiania waśni i sprzeczności między „krnąbrną i leniwą” młodzieżą a „pracowitymi, uczciwymi i mądrymi” dorosłymi. Te antagonizmy będą zapewne opisywać również autorzy za kilka stuleci, uznając, że to, co postrzegają, jest jedynie słuszne, wielce trafne i wysoce odkrywcze.
Oczywiście, obok podobieństw można także dostrzec liczne różnice. Mają one głównie źródła kulturowe i wiążą się z nieustannym procesem przemian i przeobrażeń, dokonujących się w świecie. Każde nowe pokolenie ludzi młodych wyrasta bowiem w ustawicznie się modyfikujących warunkach społecznych, gospodarczych, politycznych i technologicznych. Zmieniają się środki, którymi dysponują młodzi, ucząc się, bawiąc, dorastając i kreśląc przed sobą plany na przyszłość. Widziany przez ich pryzmat obecny nastolatek, żyjący na przełomie XX i XXI wieku, wydaje się — faktycznie — trochę inny niż jego poprzednik sprzed kilku dziesięcioleci. Trzydzieści pięć lat temu gorszył dorosłych, nosząc długie włosy, rozszerzone dołem spodnie, i słuchając hałaśliwej muzyki bigbitowej. Dziewczęta tamtego okresu szokowały wychowawców, wkładając spódniczki mini. Dziś szaleje na autostradach, należy do gangów motocyklowych, straszy ubiorami, o jakich kiedyś nawet się nie śniło, ma łatwy dostęp do alkoholu i narkotyków, do najnowszych technologii, do broni palnej, a także do tych samych, co dorośli źródeł informacji — przy czym często sprawniej niż oni z nich korzysta. Posiada ponadto pełniejszą niż dorośli świadomość możliwości działania i większą swobodę wewnętrzną przy planowaniu swego życia i budowaniu projektów przyszłości.
Wiek XX, pełen wstrząsów i zawirowań, a zwłaszcza dwóch wielkich wojen światowych, które wymusiły szybki rozwój nauki, techniki i przemysłu, wywołał głębokie zmiany w mentalności. Tempo przeobrażeń jest ogromne i współczesny świat zdaje się przypominać rozpędzony pociąg, który nie może się nigdzie zatrzymać, ponieważ odmówił posłuszeństwa kierujący nim komputer. Młode pokolenie, otwarte z natury na to, co nowe, i na to, czego dotąd nie było, czuje się dobrze, zanurzone w tej heraklitańskiej rzece. Ale też właśnie ono jest najlepszym papierkiem lakmusowym przemian — i można je poddawać drobiazgowej analizie, przyglądając się obliczu kilkunastolatka. W przeciwieństwie do dorosłych, którzy oglądają się za siebie, coraz częściej powracając myślami do tego, co już przeżyli, młodzi ludzie ufają przemianom, odbierając je zdecydowanie pozytywnie. Chłoną proponowane im nowości i zachłystują się nimi jak świeżym powietrzem w górach lub w lesie.
Aby właściwie ustawić idealnego obserwatora, tak aby mógł uchwycić charakterystyczne rysy współczesnego nastolatka, wypada wziąć pod uwagę nie tylko te przemiany w obrębie kultury, które odnoszą się do jednostki, lecz również te, które obejmują duże zbiorowości. W związku z tym wypada pamiętać o tym, że z historyczno-socjologicznego punktu widzenia XX wiek był — faktycznie — wiekiem emancypacji młodego pokolenia i wykształcenia się tzw. młodej klasy społecznej. Wspomniane zjawisko socjologiczne wiązało się przede wszystkim z rozwojem i upowszechnieniem szkolnictwa. Snując myśli i dopuszczając pewne skojarzenia, można je porównywać ze zjawiskiem emancypacji kobiet, rysującym się już w XIX wieku. Kobiety rozpoczęły wówczas batalię o zrównanie ich w prawach z mężczyznami. W XX wieku o prawa dla siebie toczą boje buńczuczne nastolatki. Młodzi ludzie chcą być niezależni i pragną, by dorośli respektowali ich oczekiwania i nadzieje. Usiłują być czynni na różnych polach życia społecznego i politycznego.
Procesy historyczne sprawiają, że kilkunastolatki — czy tego chcą, czy nie — ściągają na siebie uwagę opinii publicznej. Toczą się wokół nich debaty prasowe, wypowiadają się na ich temat autorytety moralne i naukowe, ale też wyrażane są w związku z nimi sprzeczne opinie i sądy. Młody człowiek, żywa busola przemian, dokonujących się w świecie, budzi w kręgach, złożonych z poważnych i ustabilizowanych dorosłych, prawdziwe zdumienie. Oszałamia i szokuje. Można powiedzieć, że niejako z natury rzeczy musi wstrząsać. Jest przecież hałaśliwy i rozkrzyczany. Chętnie podkreśla swą odmienność. Manifestuje hippisowski styl życia, w którym jest coś ze swobody ptaków i uroku kwiatów na łące. Wszak reprezentuje nie tę epokę, która wkrótce przeminie, lecz tę, która dopiero nadejdzie.
Tak postrzegane współczesne młode pokolenie może stanowić jeden ze znaków czasu, którymi zajmują się teologowie, i którymi zaintrygowany jest Kościół, mający się urzeczywistniać w świecie. Pytający więc o wspólnotę wiary, nadziei i miłości jutra, a jednocześnie odwołujący się do metody badawczej, zwanej ewangeliczną rewizją życia (widzieć — ocenić — działać), powinni zatrzymać się z powagą przy obecnej młodej generacji. Zresztą, nie tylko oni winni to uczynić. Jest ona bowiem wyzwaniem nie tylko dla teologów, lecz również dla innych przedstawicieli świata naukowego. Dla filozofów, kulturoznawców, socjologów, politologów, antropologów i reprezentantów wielu jeszcze dziedzin wiedzy.
Kościół ma obowiązek głosić Ewangelię w każdej epoce, bez względu na to, jaka ona jest, i bez względu na to, czy budzi ona sympatie w gronie oceniających ją aktualnych autorytetów moralnych, czy też nie. Ma słowo Boże kierować do każdego kolejnego pokolenia — zgodnie z objawioną wolą Boga, który „pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2, 4). Wychowawcy i duszpasterze nie mogą więc odwracać się w popłochu od współczesnego nastolatka, ani popadać w panikę z jego powodu — tylko dlatego, że różni się od swego poprzednika sprzed kilku dziesięcioleci.
W związku z powyższym pojawia się postulat adaptacji, czyli przystosowania się do odbiorcy Dobrej Nowiny. Historyk zjawisk religijnych powie, że ów postulat właściwie nigdy nie był obcy chrześcijańskiej wspólnocie wiary. Wskazywano wielokrotnie w przeszłości na potrzebę adaptacji, zwłaszcza wtedy, kiedy Kościół mierzył się w dziejach z nowymi realiami kulturowymi. Ze wspomnianym postulatem zetknął się już św. Paweł, apostoł pogan, przemawiający do greckich słuchaczy na Areopagu w Atenach i głoszący zmartwychwstanie. Nie został tam przez nich, mimo dobrych intencji, zrozumiany (por. Dz 17, 16 — 34). Przekonał się wtedy, że judaistyczny obraz zmartwychwstania umarłych, na który się powołał, zupełnie nie trafia do Greków, którym pozostawała bliska myśl Platona. Ciało było według nich więzieniem duszy, więc ożywianie go na nowo wydawało im się absurdem. Zignorowali przesłanie Szawła z Tarsu, uznając je za „drętwą mowę”, do której nie należy przywiązywać wagi.
Wspomniana potrzeba adaptacji orędzia wiary w pewien sposób zaznacza się również obecnie. Widać to, jeśli obserwuje się z uwagą nastolatków i usiłuje podjąć z nimi ciekawą konwersację i twórczy dialog. Żywiołowo bowiem reagują na każdą w ich odczuciu „drętwą mowę”, odrzucając przesłanie, które nie jest dostosowane do ich poziomu przeżywania świata i uznawanych przez nich wartości i zasad. Rozmowa z nimi na tematy religijne może przypominać więc niekiedy — kwitując żartobliwie — gawędę z dzikimi w dżungli, nie rozumiejącymi pojęć, do których odwołuje się biały misjonarz, albo pierwszy odważny kontakt z kosmitami, przybyłymi z odległych stron kosmosu. Podejmujący się tej misji ma nierzadko wrażenie, że on i jego smarkaci rozmówcy — to dwa całkiem różne światy, dwie cywilizacje i dwie kultury, zdające się nie mieć wielu punktów stycznych, pomiędzy którymi trzeba dopiero budować mosty porozumienia, ucząc się podstawowych pojęć i ich znaczeń. Po drugiej stronie podobne wrażenie odnoszą często ludzie młodzi. Wykonywana przy akompaniamencie gitary lekka ewangeliczna piosenka nawiązuje do tego poczucia wzajemnej obcości. „Dlaczego nie budujesz mostów — śpiewają nastolatki — by zjednoczyć świat?.. Dlaczego nie budujesz mostów, abyśmy byli jedno, a ziemia była cząstką nieba?!”
(...)