
Książeczka powstawała blisko dziesięć lat, a złożyły się na nią szkice i refleksje, zamieszczane przez autora na łamach periodyków katolickich, przede wszystkim wrocławskiego «Nowego Życia». Jest więc poniekąd składanką, jednak nie przypadkową. Motywem, wiążącym te z pozoru oderwane tematycznie teksty w zwartą całość jest znany cytat z «Promethidiona» Cypriana Kamila Norwida, dotyczący pracy, piękna i zmartwychwstania... Są tu prezentowane jej fragmenty.
katalogach eksponowanych idei i pojęć, do których wypada współcześnie odwoływać się dbającemu o swój laur filozofowi i humaniście, wyjątkowe miejsce przypada przyszłości jako kategorii myślowej bardzo wyrazistej, nośnej i o niezwykłej sile wyrazu. Interesują się nią nie tylko komercyjni autorzy, parający się fantastyką naukową czy oferujący komiksy lub piszący scenariusze filmów grozy bądź filmów akcji. Do potrzeby jej uważnego prognozowania odwołują się najpoważniejsze instytuty badawcze. Kiedyś było to zadanie dla futurologii, dyscypliny mało znanej i traktowanej z jawnym lekceważeniem, uznawanej za jałową i stanowiącą przykład bezpłodnego uprawiania sztuki dla sztuki. Jednak wiele pod tym względem się zmieniło. Pełen kontrastów, zawirowań i wstrząsów złożony XX wiek uprzytomnił, że przyszłość stanowi poważne wyzwanie dla mieszkańców Ziemi, błękitnego klejnotu Galaktyki. Nie powinno się tracić jej z oczu, a z uwagą ją przewidywać i planować. To, jaka będzie, zależy bowiem w dużym stopniu od tego, co obecnie dzieje się na kuli ziemskiej. Dziś jesteśmy świadomi związanych z tym niebezpieczeństw, czego uczy nas — na przykład — efekt cieplarniany. Człowiek dysponuje potężnym narzędziem w postaci techniki i może kształtować przyszłe oblicze świata, czyniąc życie znośniejszym i łatwiejszym. Jednak może również pustoszyć glob, niszczyć przyrodę i nadmiernie eksploatować jej bogactwa. Na to ostatnie szczególnie są uwrażliwieni obrońcy środowiska naturalnego.
Innym doniosłym pojęciem, do którego odwołują się współcześnie przedstawiciele różnych dziedzin wiedzy, jest pojęcie ewolucji. Ta, wiązana z odkryciami Karola Darwina, bywała źródłem nieporozumień, lecz mimo to stopniowo zdobywała sobie prawo obywatelstwa. Trudno sobie dziś bez niej wyobrazić nie tylko nauki o przyrodzie, ale i pogłębioną refleksję nad życiem społecznym i nad procesami zachodzącymi w obrębie kultury. Kościół odrzuca ewolucję, pojmowaną jako nacechowany swoistą koniecznością ciąg ślepych przypadków, dopuszcza jednak ewolucję, będącą celowym procesem, posiadającym w tle Boga jako sprawcę.
Wskazując na możliwości zdefiniowania młodości, papież Jan Paweł II oddał głos na termin, afiliujący z obu przytoczonymi pojęciami. W nauczaniu o młodzieży wyeksponował proces wzrostu — tak fizycznego jak duchowego.
Jan Paweł II ukazał i omówił pojęcie „wzrastania” w liście apostolskim „Parati semper” z 1985 roku, wydobywając ten kuriozalny termin z Ewangelii według św. Łukasza. Kontekst biblijny ma tu więc zasadnicze znaczenie. Podsumowujący lata ukryte Ewangelista stwierdza lakonicznie: „Jezus zaś czynił postępy (wzrastał) w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi” (Łk 2, 52; por. 1 Sm 2, 26). Biorąc za punkt wyjścia wspomniany werset NT i szukając możliwości pogłębienia zawartych w nim treści, papież odróżnił między wzrastaniem „w latach”, a wzrastaniem „w mądrości i w łasce”.
Wzrastanie w pierwszym znaczeniu, mające naturalny związek z upływem czasu i procesami, które w nim zachodzą, obejmuje „cały rozwój psychofizyczny: wzrastanie tych wszystkich energii, poprzez które konstytuuje się normalna ludzka indywidualność” (DMCS 14). Jest ono w tym ujęciu czymś obiektywnym, ściśle związanym z dobrze znanymi prawidłami życia ludzkiego. Życie to, jak nieomal wszystko w przyrodzie, do pewnej granicy naznaczone jest rozkwitem, później jednak objawiają się w nim nieubłagane moce niszczące. Wzrastanie w drugim znaczeniu jest rozumiane podmiotowo lub subiektywnie — i dotyczy świadomości człowieka, jego osobowości, sfery ducha, siły woli, zdolności intelektualnych i artystycznych, rozwoju i samowychowania. Naturalnym procesom rozwojowym, na które jest wrażliwa biorąca od nich swą nazwę psychologia rozwojowa, a więc wzrastaniu „w latach”, powinno odpowiadać — zdaniem papieża Jana Pawła II — wzrastanie „w mądrości i w łasce”, mieszczące się w obszarach zainteresowań psychologii wychowawczej i pedagogiki, w tym również pedagogiki religijnej.
Określenie „wzrastanie”, odniesione do młodości, pozwala na jej wyodrębnienie z całości życia ludzkiego. Brane w sensie ścisłym i pod kątem wymogów, jakie stawia się przed definicją klasyczną, jawi się jako jej poprawnie utworzony człon. Jest różnicą gatunkową (differentia specifica). W tej definicji rodzajem bliższym (genus proximum) jest życie ludzkie wzięte jako całość. Idąc śladami papieża Jana Pawła II i definiując młodość, można powiedzieć, iż jest ona tym okresem życia ludzkiego, który cechuje się wzrastaniem — tak „w latach” jak „w mądrości i w łasce”.
Termin „wzrastanie” łączy się w refleksji papieża niejako z ontologią wieku młodzieńczego. Zdaniem Ojca świętego „owo ewangeliczne słowo wydaje się szczególnie syntetyczne i sugestywne”. Wyjaśnia on, że „przez nie młodość jest właśnie młodością”. Uczy, że wzrastanie, dokonujące się na licznych i intrygujących drogach wieku młodzieńczego, „stanowi poniekąd ewangeliczną definicję młodości” (DMCS 14). Warto więc nad tym słowem dłużej się zastanowić.
Pogłębiając swą refleksję nad młodością, Jan Paweł II podkreśla, że jest ona — w odróżnieniu od wieku dziecięcego i dojrzałego — „czasem szczególnie intensywnego odkrywania ludzkiego „ja” — i związanych z nim właściwości oraz uzdolnień” (DMCS 3). Będąc zaś właśnie taką, jest ona również czasem planowania przyszłego życia oraz dokonywania pierwszych w pełni samodzielnych wyborów. W młodości krystalizuje się przed człowiekiem, świadomym rozlicznych możliwości samourzeczywistnienia, „projekt życia”, „projekt przyszłego życia” albo „projekt całego życia”. Wychowanek usiłuje odpowiedzieć sobie na pytanie, co jest jego powołaniem życiowym, a następnie podjąć kroki w kierunku jego realizacji. Świadomie określa drogi swego przyszłego rozwoju.
Właśnie w młodości życie jawi się najwyraźniej jako coś nie tylko danego, ale i zadanego. Nastolatek odkrywa wielość uzdolnień, sprawności i talentów, które w nim tkwią, a świat zaczyna się przed nim rysować szeroko otwartym horyzontem. Zachłystując się nim i poznając go coraz lepiej — miedzy innymi — dzięki podróżom, uzdalnia się on zarazem do głębszego przeżywania samego siebie. Staje się wrażliwszy na świat wewnętrzny. Ten punkt widzenia jego rozwoju ma szczególne znaczenie religijne i wychowawcze. Pozostając w licznych i zmiennych relacjach z otoczeniem i podejmując namysł nad sobą w chwilach samotności i zadumy, tworzy on stopniowo właściwy i pełny obraz samego siebie. Przypomina pod tym względem stworzonego z „prochu ziemi” (Rdz 2, 7) pierwszego człowieka, Adama, który doświadczając w ogrodzie Eden — jeszcze przed stworzeniem kobiety — samotności, czy też jak uczy papież Jan Paweł II „pierwotnej samotności”, staje przed zadaniem określenia siebie przed Bogiem i odkrycia własnego miejsca w świecie. Snując myśli i dopuszczając pewne skojarzenia, można powiedzieć, że właśnie młodość unaocznia najlepiej akt stwórczy. W tym bowiem wieku człowiek rodzi się świadomie jako człowiek i podejmuje wysiłek spełnienia, który ma różne wymiary. Rodzi się ponadto jako mężczyzna i kobieta, uprzytamniając sobie do końca, że definiuje się niezwykle silnie przez własną płeć.
(...)