
Książeczka powstawała blisko dziesięć lat, a złożyły się na nią szkice i refleksje, zamieszczane przez autora na łamach periodyków katolickich, przede wszystkim wrocławskiego «Nowego Życia». Jest więc poniekąd składanką, jednak nie przypadkową. Motywem, wiążącym te z pozoru oderwane tematycznie teksty w zwartą całość jest znany cytat z «Promethidiona» Cypriana Kamila Norwida, dotyczący pracy, piękna i zmartwychwstania... Są tu prezentowane jej fragmenty.
apież Jan Paweł II zajął się zagadnieniem pracy ludzkiej nie tylko dlatego, że ten nurtujący i ważki społecznie temat mieścił się w szeroko pojętym programie jego apostolskiej posługi, która z natury rzeczy winna była mieć odniesienia do katolickiej nauki społecznej. Nie będzie błędem stwierdzić, iż wpłynęły na to również względy natury osobistej. Karol Wojtyła w latach młodości zarabiał na utrzymanie, ciężko pracując fizycznie, w związku z czym brzemię robotniczego trudu nie było mu obce. Komu bliska jego biografia, ten pamięta, że w czasie okupacji był zatrudniony w kamieniołomach na Zakrzówku i w sodowych zakładach Solvay. Biegnąc myślami ku tym momentom życia, w Saint-Denis zwierzał się pielgrzymom: „Do końca życia nie zapomnę tych ludzi, z którymi związał mnie wspólny warsztat pracy (w kamieniołomie, w fabryce). Nie zapomnę tej ludzkiej życzliwości, z jaką odnosili się do mnie. (...) Wyniosłem z tego kilkuletniego doświadczenia to przeświadczenie i tę pewność, że w pracy wyraża się człowiek jako podmiot zdolny do miłości, zwrócony w stronę podstawowych ludzkich wartości, gotowy do solidarności...”
Robotniczy znój wpisał się więc w jego młodzieńcze doświadczenie życiowe, a co więcej — w jakiś sposób wpłynął na dobór zadań akademickich, które sobie stawiał jako kapłan, biskup i kardynał. Przy różnych okazjach powracał do przeżyć ze wzmiankowanych trudnych lat, w których niebo nad Krakowem zasnuwały chmury hitleryzmu — co rzuca się w oczy przy lekturze i rozbiorze jego utworów literackich, a także przy analizie tekstów naukowych. W cyklach poetyckich „Kamieniołom” i „Profile Cyrenejczyka” odwołuje się do zmagań ze słabnącymi mięśniami i stawiającą ślepy opór materią.
Późniejsze zainteresowania filozoficzno-etyczne z całą pewnością można umieścić na tej samej linii rozwoju. W studium „Osoba i czyn” dotyka newralgicznych zagadnień, których znaczenia dla rozumienia fenomenu pracy ludzkiej nie można nie dostrzec. Jakie relacje zachodzą między osobą a jej działaniem, między osobą a jej specyficznym czynem? Oto pytania, które z głębokim namysłem stawiał sobie pracownik naukowy, filozof i teolog, szukający na nie wyczerpujących odpowiedzi. Nic zatem dziwnego w tym, że temat, który go tak długo absorbował, znacząc się w jego w homiliach, konferencjach i rekolekcjach, doczekał się kolejnej owocnej prezentacji, gdy zasiadł on na stolicy świętego Piotra. Nadchodząca dziewięćdziesiąta rocznica społecznej encykliki „Rerum novarum” papieża Leona XIII była znakomitą okazją, by przedłożyć dokument pontyfikalny, dotykający tej problematyki. Niezależnie jednak od tego do omawianych zagadnień chętnie powracał, przemawiając na różnych miejscach globu do ludzi pracy i komunikując się z nimi najczęściej w ich własnych językach. Znalazła ona ponadto specyficzny wyraz w długim cyklu odwołujących się „do początku”, czyli do Księgi Rodzaju katechez, poświęconych relacjom między mężczyzną a kobietą.
Spotykając się na różnych kontynentach z ludźmi pracy, gawędząc i medytując z nimi, Jan Paweł II zachęcał ich do zadumy i swego rodzaju ewangelicznej rewizji życia nad pracą ludzką. Hasła — „człowiek”, „ziemia”, „uprawa roli”, „współdziałanie z Bogiem” — wyznaczały wątki tematyczne, do których mógł się on odwoływać zarówno wtedy, kiedy dialogował z ludźmi wykształconymi, a nawet wybitnymi osobowościami, jak i wtedy, kiedy stawali przed nim w nieprzeliczonym tłumie ludzie prości, nie umiejący czytać i pisać. Wsparte na cytatach biblijnych i wygłaszane przy różnych okazjach zwięzłe katechezy o pracy brały się niewątpliwie z dorobku naukowego i osobistych przemyśleń papieża Polaka. Z drugiej jednak strony patrząc, stanowiły dla niego swego rodzaju dodatkowy impuls, by systematycznie wzbogacać wcześniejsze dogłębne analizy filozoficzne i oświetlać je treściami teologicznymi, jak również by szukać dla nich nowego wyrazu.
Encyklika „Laborem exercens” nawiązuje do problematyki, poruszanej już wcześniej w innych dokumentach eklezjalnych i brzmią w niej echa dawnych dysput i sporów. Szeroko ujmuje tak zwaną kwestię społeczną. O ile w poprzednich dekadach bolesne problemy świata pracy uznawano za wynik nierówności klasowych, o tyle w tym dokumencie pokazano, że są to niedomagania i bolączki na znacznie szerszą skalę. Jan Paweł II pisze o światowym rozmiarze nierówności i niesprawiedliwości społecznej. Współczesny świat jest w gruncie rzeczy globalną wioską, w której to niczym w systemie naczyń połączonych prawie wszystko się zazębia. Żadnych poważniejszych zagadnień społecznych nie można zatem obecnie rozpatrywać, jeżeli nie uwzględnia się skali całej planety.
Tego typu analizy wymagają jako swego rodzaju zaplecza nie wywołującej niedomówień wizji człowieka pracy. Dla Jana Pawła II zaś to żywa i konkretna istota ludzka jest obiektem zainteresowania i przedmiotem troski. Ku niej zwraca się Kościół, który ma za zadanie głosić Ewangelię całemu światu. Człowieka jednakże nie daje się poznać, jeśli nie spogląda się na niego oczyma wiary: w perspektywie, którą wyznacza Objawienie Boże. Teza, zgodnie z którą bez Jezusa Chrystusa i Jego Ewangelii nie można wniknąć w tajemnicę istoty ludzkiej, wyłania się z kart ogłoszonej w 1979 roku encykliki „Redemptor hominis”. Czytamy tam — m. in.: „Chrystus Odkupiciel... objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi. (...) Człowiek odnajduje w Nim swoją właściwą wielkość, godność i wartość swego człowieczeństwa” (RH 10).
We wzmiankowanym wyżej cyklu katechez, obejmującym okres od września 1979 roku do listopada 1984 roku, papież poświęca wiele uwagi szeroko nakreślonej i oryginalnie pojmowanej teologii ciała. Właśnie ona, będąc podstawą teologii małżeństwa, jest i zarazem podstawą teologii pracy. „Człowiek jest podmiotem — uczy tam Jan Paweł II — nie tylko przez samoświadomość i samostanowienie, ale równocześnie przez swoje ciało. Konstytucja tego ciała jest taka, że pozwala mu być sprawcą specyficznie ludzkiego działania.” (Jan Paweł II, Mężczyzną i niewiastą stworzył ich. Odkupienie ciała a sakramentalność małżeństwa, Rzym 1986, s. 31). Dzięki niemu — m. in. — człowiek istotnie różni się od zwierząt, które go otaczają w ogrodzie Eden (por. Rdz 2, 8 — 20). W sposób niepowtarzalny ukształtowane przez Boga ciało sprawia, że może on pracować, a poprzez to rzucać się w oczy „wśród reszty stworzeń, których działalności związanej z utrzymaniem życia nie można nazywać pracą…” (LE wstęp). Te trzy swoiste nośniki — rozumność, wolność i poddana im cielesność — współdecydują o tym, że człowiek jest kimś szczególnym w świecie przyrody.
W Piśmie św. praca jest fenomenem wcześniejszym niż upadek pierwszej pary ludzkiej. Jest niejako „od początku” wpisana w strukturę osoby ludzkiej. Przesłanie pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju nie pozostawia miejsca na wątpliwości. Człowiek jest przez Boga stworzony do pracy i zarazem do niej powołany (por. Rdz 1, 28). Już w starszym opisie stworzenia (J), znaczą się ważkie słowa, wskazujące na silny związek obecności pierwszego człowieka w ogrodzie Eden z powinnością przetwarzania otoczenia przez pracę. Ma on bowiem rów kopać w ziemi, „ażeby w ten sposób nawadniać całą powierzchnię gleby” (Rdz 2, 6). Co więcej, właśnie to, iż człowiek jest zdolny do pracy, zdaje się mieć niejaki wpływ na to, że raj jest rajem. Stan pierwotniej szczęśliwości nie wyklucza pracy — tyle tylko, że nie jest ona w nim obarczona późniejszym trudem i potem. Wzmianka o „kopaniu rowów” nie jest przypadkowa. Jeżeli uwzględni się aluzję do rzek Mezopotamii i jeżeli się pamięta o tym, iż historyczne początki cywilizacji (Sumerowie i Egipt faraonów) wiążą się z wielkimi rzekami i ich wylewami, jak także o tym, że tworzenie systemów irygacyjnych było wielkim dowodem zwycięstwa rodzących się tam społeczeństw nad nieposkromionym żywiołem, wzmianka ta nie będzie dziwić. Biblijną aluzję do tego zadania można uznać za powściągliwą afirmację niezwykłego potencjału człowieka, który z woli Bożej przez pracę jest zdolny rzucać do swoich stóp dotąd nieujarzmione potęgi.
Analizując z dużą uwagą oba biblijne opisy stworzenia, papież Jan Paweł II uwrażliwia swoich słuchaczy na niepowtarzalne walory ujęć tajemnicy człowieka, które one ze sobą niosą. Omawiając tekst, związany z tradycją kapłańską, Ojciec święty zwraca uwagę na to, iż kryje on w sobie „potężną zawartość metafizyczną” i ukazuje człowieka, stworzonego przez Boga, przede wszystkim „w wymiarze bytu i istnienia” (Mężczyzną i niewiastą..., s. 13). Nieco inne ujęcie przynosi drugi opis, związany z tradycją jahwistyczną. Jan Paweł II komunikuje ze swadą swoim słuchaczom, iż znaleźć można „w nim „in nucleo” prawie wszystkie te elementy analizy człowieka, na które stała się wrażliwą nowożytna, a zwłaszcza współczesna antropologia filozoficzna” (s. 14 — 15).
Ta ostatnia konstatacja jest niezwykle ważna. Człowiek, widziany w szczególnej optyce, zawdzięczanej rozwiniętej współczesnej hermeneutyce (m.in. P. Ricoeur), jawi się tam w wymiarze własnej podmiotowości i wręcz bogactwa życia wewnętrznego. Jan Paweł II trafnie unaocznia tę perspektywę skąpego w słowa tekstu biblijnego, podkreśla ją i uwypukla. Na jego swoiście rewolucyjną refleksję nad jahwistycznym opisem stworzenia warto zwrócić baczną uwagę, ponieważ właśnie w oparciu o ukryte w nim dane, mające niezaprzeczalne znaczenie z punku widzenia pracy ludzkiej jako aktu podmiotu, formułuje on przesłanki, pozwalające na oryginalną definicję „człowieka pracy”. Jak wynika z przesłania papieskiego, homo laborem exercens wyłania się już z najstarszego opisu stworzenia (Rdz 2, 4b — 25). Idąc śladami tego tekstu biblijnego, Jan Paweł II — świadomy roli, jaka przypada poznającemu podmiotowi w nowożytnej, kartezjańskiej metafizyce — rozpoznaje w pierwszym człowieku, ulepionym z gliny ogrodu Eden, istotę, która „znajduje się od pierwszej chwili swego istnienia wobec Boga niejako w poszukiwaniu… swej definicji” (s. 25). Mówiąc obrazowo, pierwszy człowiek, Adam, budzi się z głębokiego snu stwórczego i usiłuje odnaleźć się w otaczającym go świecie. Orientuje się w nim, badając z uwagą swe konstytutywne relacje. Próbuje pojąć, kim jest.
(...)